Jak nauczyłam się rozumieć angielski ze słuchu - moje przygody z nauką listeningu

data publikacji: 2016-01-05

Języka angielskiego uczę się długo, dużo za długo. Raz, że wiek już dość zaawansowany, dwa to te wydłużające się w nieskończoność przerwy między zrywami, gdy dopadało mnie natchnienie, rzucałam wszystkie zajęcia w kąt i oddawałam się w wolnym czasie tylko językowi angielskiemu. Z marnym skutkiem. Zniechęcało mnie wszystko - drogie książki i ćwiczenia (to były jeszcze czasy przed Internetem), brak koleżanek lub kolegów jako współtowarzyszy niedoli, wszak w grupie raźniej. W końcu brak funduszy na nauczyciela, chociaż ja z natury jestem samoukiem i taka forma bardzo mi odpowiadała. Tylko ze przez to nie byłam w stanie uczyć się efektywnie na tyle, na ile bym się uczyła z wykwalifikowanym lektorem. O ile gramatyka szła mi nieźle, i nauka słówek, znacznie gorzej było z rozumieniem ze słuchu. Mijały lata a ja?

No właśnie. Nic nie rozumiałam. Jedyne charakterystyczne momenty, które do mnie docierały to przerwa na oddech między poszczególnymi zdaniami. Bosko, prawda? Wszędzie czytałam złote rady w stylu: otocz się językiem, słuchaj, nawet jeśli robisz coś innego, nie musisz non stop koncentrować się na tym, czego słuchasz, mózg i tak zapamięta swoje. A ja nadal nic. Aż pewnego razu... Ale zanim moja tratwa dobiła do brzegu tego razu, opiszę w kilku punktach czego próbowałam na własnej skórze i z jakim efektem. Teraz znacznie łatwiej jest mi o tym pisać, ponieważ dopiero po czasie tak naprawdę jestem w stanie ocenić prawdziwe efekty. Ciekawi? Zapraszam :)

Płyty CD / Audiobooki

Zanim Internet z lepszego łącza niż słynnej telekomunikacji polskiej zagościł w moim domu na dobre, nie miałam innego wyjścia jak zadowolić się płytami CD lub audiobookami. Na szczęście w moim miejście działa British Council, które odkąd pamiętam ma rewelacyjnie wyposażone biblioteki. Miałam już wyrobioną kartę członkowską, pozostał tylko wybór właściwych materiałów.

Zaczęłam od płyt dołączanych do podręczników kursowych na mniej więcej moim poziomie i w domu rozwiązywałam sobie ćwiczenia z tej książki, do której nagrania znalazły się na płycie. Szło mi koszmarnie i opornie. Ni w ząb nic nie rozumiałam. Z różnych przyczyn. Głównie dlatego, że nie byłam kompletnie oswojona z obcą wymową a efekty wcale nie poprawiały się w miarę rozwiązywania zadań. Efekt był tak, że szybko traciłam zainteresowanie a książka wraz z płytą wracała do biblioteki.

Skruszona wracałam do dawnych nawyków, ograniczając się tylko do ćwiczeń gramatycznych i słówek.  

Radio.

W wielu poradnikach czytałam dobre rady w stylu, żeby otaczać się językiem non stop. Tak też próbowałam robić. Dlatego po tym jak wkońcu moje łącze internetowe mi na to pozwoliło, zaczęłam szukać w sieci radia angielskojęzycznego. Naturalnym wyborem było BBC. Oczywiście ze współpracy z radiem również nic nie wyszło. Mówili za szybko. W dodayku nie mogłam się skupić na tym co mówią, nie mówiąc już o tym, że nie potrafiłam wypisać słówe. Na szczęście całkiem niezłą alternatywą była sekcja Languages. Tam były krótkie, pięciominutowe lekcje w formie dialogów, do których można było wydrukować transkrypcję i powtarzać do woli. Fajne. Szkoda, że szybko je przerobiłam a w między czasie zakończyli dodawanie nowych, skupiając się na rozwijaniu innych obszarów działu.

To nadal nie był moment mojego skoku językowego. Fascynacja radiem BBC i jemu podobnych skończyła się jeszcze szybciej, zanim na dobre się rozwinęła.

Filmy.

Banał. Włączasz film z napisami, mościsz się wygodnie i oddajesz sztuce. Nie ma opcji. Nic nie rozumiałam, albo co dziesiąte słowo, przez co zamiast oglądać film, czytałam napisy do niego. Super, nie? :) Po kilku próbach zniechęcona stwierdziłam, że nie ma na mnie mocnych i wogóle jestem beznadziejnym przypadkiem. Zacięłam się do tego stopnia, że zarzuciłam naukę języka w ogóle na dobrych kilka lat.

Come back!

Minęło kilka lat bez najmniejszej choćby styczności z językiem angielskim i przez zupełny przypadek, gdy musiałam pomóc córce koleżanki w zadaniu domowym, okazało się, że w zasadzie nic nie pamiętam. Szkoda mi się zrobiło tych wszystkich wysiłków i starań i ta "szkoda" tak długo kisiła się we mnie, że postanowiła wrócić do nauki. Metodą prób i błędów, po wielu tygodniach kombinowania, udało mi się wypracować pewien schemat. Mianowicie, żeby powrócić do nauki po przerwie warto mieć plan. Stworzyłam swój własny, który nieźle się sprawdził. Przeczytajcie te wpisy, nie będę się powtarzać, a zrozumiecie o czym mówię:

Plan nauki na dobry początek

Od czego zacząć przypominanie języka obcego?

Jak uczyć się języka obcego samemu?

W powyższych tekstach dzielę się z Wami tym, co w moim przypadku się sprawdziło - spróbujcie, może Wam pomoże :) 

Stopniowo, stopniowo rozpędzałam się aż doszłam do poziomu całkiem silnego B1, potem zdałam FCE ale nadal, gdybyście kazali mi wysłuchać jakiś program na żywo to dużej części i tak nie rozumiałam. Przełom pojawił się dzięki serwisowi TED TALKS. Okazał się dla mnie fenomenalny. O tym jak krok po kroku korzystałam z serwisu i przekuwałam wiedzę z tych wystąpień w lepsze rozumienie ze słuchu napisałam w poście:

Improve your listening skills with Ted Talks.

Ale spokojnie, efekty nie przyszły od razu ale dopiero mniej więcej po półtorej roku zauważyłam, że bez większych trudności mogę obejrzeć dowolne wystąpienie w ramach TEDx, obejrzeć reportaż w telewizji na BBC albo CCN (bardzo lubię szczególnie te w weekendy z samego rana w godzinach między 07.00 a 09.00) czy obejrzeć film w oryginale nie śledząć z uporem maniaka napisów. Nie, nie jest tak, że rozumiem wszystko w 100%. Ale rozumiem na tyle, by wyłapać kontekst, skoncentrować się na programie i cieszyć się nim jak każdym innym w moim ojczystym języku. Przecież tak naprawdę to właśnie o to chodzi - swobodnie słuchać publikacji w obcym języku i z pierwszej ręki dowiadywać się o światowych trendach.

Także, mam nadzieję, że uzbroicie się w cierpliwość i będziecie konsekwentnie dąrzyć do celu. Mój umysł w pewnym momencie zaskoczył i wszedł na kolejny level. Przede mną jeszcze co najmniej dwa levele ;)

Powodzenia!

Jeśli mnie lubisz, dołącz do mnie na Facebooku! :)